Blog > Komentarze do wpisu
Mocowanie z materiałem

Dzisiaj pokażę Wam moje pierwsze lutowanie miedzi. Dzięki kupieniu sobie w końcu porządnej płytki do lutowania i niezastąpionym radom Kornelii-Sunflower, udało mi się dolutować coś do blachy miedzianej!

Na jednym ze spotkań na próbę dolutowałam zawijasek do podłużnej blaszki, a skoro się udało, to po spotkaniu postanowiłam dokończyć to "dzieło" ;) i powstał wisior z czerwoną kroplą jadeitu.

A potem stwierdziłam, że skoro udało się z drucikiem, to może i cargę z miedzi uda mi się zlutować...

Toteż wzięłam się za drugi wisior. Niestety nie dysponowałam cienką taśmą, z której najlepsza byłaby carga, a najcieńsza blacha jaką miałam to 0,5mm, ale pełna energii uparłam się, że muszę oprawić kaboszon, więc zaczęłam walkę z takimi materiałami jakie miałam.

Wycięłam sobie podstawę w kształcie kółeczka z blachy 0,8mm, następnie cienki paseczek z blachy 0,5mm, domierzyłam do kamienia, doszlifowałam i dolutowałam do podstawy! Udało się nawet sprawnie. W tym momencie po prostu rozpierała mnie energia i byłam pewna, że mogę wszystko! Stwierdziłam, że cośtam jeszcze dolutuję do tej podstawy, żeby nie była taka łysa, więc zaczęłam tworzyć zawijaski, dolutowywać kuleczki (niestety pod wpływem podmuchu ognia troszkę mi się poprzesuwały ;P ) i nadszedł czas na dołożenie kamienia. Ha! To wcale nie jest takie proste, bo ten skurczybyk za chiny nie chciał się porządnie i prosto włożyć do cargi! Cały czas mi się podstępnie w ostatniej chwili nieco przechylał. Męczyłam się chyba z 15 minut żeby go porządnie usadzić. Gdy już wszystko było ładnie przygotowane nadszedł czas na oprawienie. Czym by tu... jak zagiąć tą blachę... ? Hmmm.... Może łyżeczka... Ok, jakoś idzie, tylko cholera czemu tak ciężko!? I tak spędziłam kolejną godzinę starając się ładnie dogiąć blachę, żeby kamień nie wypadł, żeby z każdej strony przylegała do kamienia, żeby ją wygładzić, a ona jak na złość zupełnie nie chciała się poddawać. Jak z jednej strony mi się udało ładnie wygładzić, tak z drugiej zupełnie mi nie wychodziło, blacha była twarda tam gdzie dolutowany był jeszcze drucik, falowała się i nie mogłam sobie poradzić z likwidacją brzydkich krzywizn i wygładzeniem brzegów. Zmachałam się jak dzika ;)

Efekt końcowy mnie nie poraził, ale jestem zadowolona że skończyłam i nawet dorobiłam krawatkę i rzemień, więc wisior ukończony w 100%! Teraz przynajmniej wiem, że można! Da się! I nawet ja mogę robić takie formy :D Ciekawe jak to będzie z blachą srebrną (bo też już czeka). Tylko że do niej będę podchodzić jak pies do jeża, bo będzie mi szkoda zmarnować materiał, ale zobaczymy.

Wisiorek ma 2,5 cm średnicy, a oprawiony malachit 7x5 mm.

sobota, 19 listopada 2011, ggagatka

Polecane wpisy

Komentarze
2011/11/19 12:44:03
Czy ja wspominałam że malachitowy jest zaklepany? :D
-
Gość: Detelina48, *.dynamic.mm.pl
2011/11/19 13:54:04
Nie znam się zupełnie na lutowaniu, to dla mnie wyższa szkoła jazdy, ale wisiorek mi się podoba bardzo. Natomiast z dużą sympatią przeczytałam twój tekst o zmaganiach z oporną materią; tego mi brakowało, bo do tej pory , patrząc na różne przepiękne prace , w tym twoje, myślałam że to ja tylko tak się mozolę i pewnie jestem jakieś kompletne beztalencie. Serdecznie pozdrawiam
-
2011/11/20 20:38:42
Proszę jakie udane próby:) Cudne:)

Drugi wisior się mnie podoba:)
-
2011/11/21 08:17:18
Nooo, graty kobieto :D